Zapytaj Praktyka Medycyny Ewolucyjnej

MIKOŁAJ “TESLA” MATYSIAK

ZAŁOŻYCIEL EVOHEAL.PRO

Telefon: +48 736 903 674

Mail: [email protected]

CZEGO JERZY Z. CI NIE POWIE? CZAS ZDEKONSPIROWAĆ „SPRZEDAWCÓW CZEKOLADY”

CZEGO JERZY Z. CI NIE POWIE? CZAS ZDEKONSPIROWAĆ „SPRZEDAWCÓW CZEKOLADY”
16/05/2018 Mikołaj Tesla
In WARTO WIEDZIEĆ

Świat ma tą dziwną tendencję do tego, żeby zawijać gówno w sreberka i mówić ludziom, że to czekolada. I najbardziej zabawne w tym wszystkim jest to, że niektórzy faktycznie w to wierzą. Co więcej, będą zażarcie bronić producenta owej znakomitej czekolady. Niektórych pewnie żadne argumenty merytoryczne nie przekonają, ponieważ oni uwielbiają argumentum ad debilum. Natomiast ludzie, którzy faktycznie potrzebują pomocy, a trafili akurat na takiego „sprzedawcę czekolady” – z pewnością docenią zawartość tego tekstu.

Zanim przejdziemy do konkretów – dwa słowa o EvoHeal oraz Procedurze Terapeutycznej Medycyny Ewolucyjnej (EMTP™). Zakładam, że chcesz wiedzieć na start, czy przypadkiem nie trafiasz na kolejną fabrykę czekolady i doskonale to rozumiem. Dlatego zanim rozprawimy punkt po punkcie z merytorycznymi oraz moralnymi błędami Jerzego Z. oraz jemu podobnych jednostek – kilka słów o tym, kto i w oparciu o co, tej dekonstrukcji dokona.

Tematem zdrowia zająłem się, ponieważ było mi to potrzebne do rozwiązania własnych problemów, które ciągnęły się za mną od dzieciństwa. W pewnym momencie uniemożliwiły mi normalne funkcjonowanie. I mimo że miałem już za sobą bardzo wiele wiedzy oraz kompetencji – to zdałem sobie sprawę, że to wszystko na nic, jeżeli nie będę w dobrym stanie zdrowia. Iskrą do zajęcia się tym tematem był największy kryzys zdrowotny w moim życiu, który nastąpił w 2014 roku.

Faktem jest natomiast, że udało mi się wyjść z tej sytuacji bez udziału lekarzy, czy też tradycyjnej medycyny – ale zdałem sobie także sprawę, że moja wyrobiona odporność to jednak za mało i potrzebna jest mi jakaś konkretna wiedza na ten temat. Bo rada pt. „nie idź do lekarza i daj sobie czas na regenerację” to absolutnie za mało w przypadku poważniejszych problemów.

Dlatego zacząłem szukać bardziej użytecznych odpowiedzi. A że w tamtym czasie miałem już w bagażu ponad dekadę pracy nad rozwojem osobistym, oraz 8 lat pracy dziennikarskiej – postanowiłem wykorzystać posiadane przeze mnie umiejętności oraz kompetencje, aby dowiedzieć się, jak to właściwie jest z tym zdrowiem.

Dzięki temu ostatecznie – udało mi się poskromić wieloletnią depresję, kilka uzależnień, Hashimoto oraz (najprawdopodobniej, bo nie weryfikowałem dokładnie tej ostatniej u lekarzy) cukrzycę. Domysłów na temat pozostałych problemów, które pojawiły się po drodze, snuć nie będę – ale jestem pewien, że tradycyjna medycyna z pewnością wydłużyłaby tą listę całkiem znacząco.

Poznaj całą historię: JAK POSWSTAŁO EVOHEAL? MOJA DROGA DO ZNALEZIENIA KLUCZOWYCH ODPOWIEDZI W DOTYCZĄCYCH ZDROWIA >>

ŚLEPY PROWADZI GŁUCHEGO

Resztę mojej historii możesz przeczytać w tekście powyżej. Wróćmy natomiast do meritum.

Jesteśmy bowiem w takim miejscu obecnie, w którym ludzie z jednej strony unikają lekarzy i omijają szpitale „bo zło, bo big farma” – ale z drugiej szukają rozwiązań, które także nic im nie dadzą. Bo w grupach na Facebooku trafiają na imbecyli, którzy polecają pacjentom w stanie terminalnym „owoce i spokój”. Co nawet w zastosowaniach profilaktycznych to za mało, a co dopiero u kogoś z rozlicznymi przerzutami raka.

Kończy się to tym, że jesteśmy w miejscu, w którym ślepy prowadzi głupiego. I najlepszym chyba przykładem takiej sytuacji był występ Jerzego Z. w programie Skandaliści na Polsacie. Oglądałem ten program ze szczęką na podłodze, bo nie wierzyłem w to, co widziałem.

Lekarz wspomina o problemach, jakie wiążą się z proponowaną przez niego procedurą wlewów dożylnych z witaminy C (o tym w dalszej części tekstu). Do tego dochodzi kilka kolejnych merytorycznych wypowiedzi. Na co Jerzy Z. komentuje to jedynie w taki sposób, że to konowały i że to oni są skandalistami. Później jest dyskusja ze studentami medycyny, w której znowu – zero merytoryki, same zabiegi retoryczne i pyskówka.

Ale najgorsza w tym wszystkim była jego postawa „i co z tego”. Prowadząca pyta gościa o to, że ludzie stosują procedury, które opisał w książce. Co usłyszała? „I co z tego”. Zero poczucia odpowiedzialności! Dziecko, którego rodzice zrobili mu wlewy dożylne z witaminy C, dostało kwasicy i miało poważnie uszkodzone nerki? I co z tego. Tego rodzaju podejście…

KŁAMSTWO KŁAMSTWEM ZAMIATANE

I jeszcze do tego wszystkiego jego opowieści, że to nie on na tym wszystkim zarabia. Że dostaje jedynie jakąś „marną pensję” ze spółki, która była wydawcą jego książki. Tylko, że ta spółka należy do jego żony. Oczywiście głównie na papierze, formalnie. Każdy wie, jak działa przepisywanie majątku za pomocą różnych konstrukcji prawnych. Także wszystko zostaje w rodzinie, a pieniądze jak najbardziej są do pełnej dyspozycji Jerzego Z.

Po prostu jest to trochę inna konstrukcja prawna. Zupełnie legalna, jasne. Tylko, że niczym się to nie różni od tego, jak ojciec Rydzyk wspominał niedawno, że bezdomny podarował mu dwa samochody. Mówimy o tego samego rodzaju argumentacji. Tzw. argumentum ad debilum.

Pomijając już moment, kiedy prowadząca miała ochotę dosłownie go rozszarpać – kiedy rozmowa zeszła na jej znajomego, który zmarł na raka mózgu. Jerzy Z. bez ogródek robił sobie na YouTubie marketing, żerując na jego śmierci i opowiadając, że dałoby się go uratować, tylko, że lekarze konowały go zabili. Tylko zabawne, bo ów pacjent był u niego na konsultacjach. Najwyraźniej nie pomogło…

Zresztą, fragment wizyty we wspomnianym programie najlepiej zobaczyć samemu. Bo na słowo sam bym sobie nie uwierzył, że można aż tak odlecieć.

Ale o tym, gdzie konkretnie odleciał jeszcze za chwilę. Jerzy Z. najwyraźniej uwielbia żerować na ludzkim cierpieniu i na nim budować sobie marketing w postaci „źli lekarze, konowały i on jeden, ostatni sprawiedliwy, który poświęca się dla ludzkości”.

Co jest oczywistą bzdurą i kłamstwem. Ale żeby nie było, że krytykuję gościa jedynie za jego charakter i postawę moralną. W końcu, jeśliby jego metody działały, to przecież co za różnica, jakim chamem jest prywatnie, prawda?

Przeanalizujmy zatem metody oraz „ukryte” terapie, które proponuje w swoich książkach. Zaznaczmy na początek, że to, że coś jest „ukryte”, nie oznacza jeszcze, że jest skuteczne.

Zakładam, że Jerzy „i co z tego” Z. zawsze może próbować skorzystać z tego rodzaju argumentacji, jako ostatniej linii obrony. Klasyczne argumentum ad debilum, ale jak za chwilę zobaczymy – argumentów ad rem nie ma on żadnych, żeby obronić wspomniane metody.

Zobacz też: Dlaczego Twoja terapia nie działa? >>

UKRYTE” TERAPIE I METODY JERZEGO Z.

Ok, to w dużym skrócie – przelećmy przez to, co możemy znaleźć w sklepie Jerzego Z. oraz jego książce.

Mamy dużo treści na temat systemu medycznego i stosowanych metod. Spoko, tu się kłócił nie będę, bo jest w tam trochę trafnych obserwacji. Ale, jak już mamy nakreślony problem – to jakie rozwiązania proponuje nam Jerzy „i co z tego” Z.?

No więc tak, mamy sporo informacji na temat witamin. Mamy wlewy dożylne z witaminy C, jako cudowne lekarstwo na raka. Później w jego sklepie mamy jeszcze olejki CBD. A na deser całą masę rożnego rodzaju osobliwych wynalazków, o których za chwilę. A na deser wisienka na torcie, ale to już na sam koniec tego tekstu. Zacznijmy najpierw od witamin.

WYSOKIE DAWKI WITAMIN

Nasz organizm potrzebuje pełnego spektrum witamin, więc dostarczanie mu tylko jednej, czy nawet kilku – kiedy potrzebuje ich kilkanaście, nie ma większego sensu długoterminowo. Dlatego do regularnego stosowania polecam przede wszystkim kompleksy witaminowe. Lub witaminowo-minerałowe.

Działa to trochę tak, jak szwedzki stół, z którego organizm wybiera sobie to, czego akurat potrzebuje. I kwestię wyboru naprawdę możemy pozostawić w rękach naszego organizmu, ponieważ wie lepiej, czego akurat w danym momencie potrzebuje więcej, a czego mniej. My mamy za zadanie dostarczyć organizmowi możliwości tego, żeby mógł faktycznie wybrać spośród tego, czego potrzebuje do realizacji swoich zadań energetycznych.

Witaminy pochodzące z naturalnych źródeł (owoców, warzyw, ziół) działają do 7 razy skuteczniej, niż syntetyczne – ponieważ ich struktura fizyczna jest bardziej dopasowana do naszej własnej struktury na poziomie atomowym. Ale i tak lepiej uzupełniać braki witamin w jakikolwiek sposób, niż żaden.

Natomiast, jak się ma do tego sprawa wysokich dawek witamin? Zbyt duże dawki będą działały wręcz odwrotnie i będą nam szkodzić, zamiast pomagać. Jeżeli regularnie wrzucasz do organizmu za dużo witamin – obciążasz jedynie organizm, który musi to później usuwać. Nadmiar witaminy C w nerkach chociażby, jest dla nich toksyczny i może spowodować poważne problemy zdrowotne.

Pamiętaj zawsze o jednej kwestii – to nie substancja, tylko dawka czyni truciznę. Podobnie jest z witaminami. Po prostu poziom szkodliwości dawki jest inny. Duże dawki mają sens, jeżeli masz duże niedobory – wtedy szybko je uzupełnisz. Ale później potrzebujesz je zmniejszyć do zwykłych dawek i normalnego, rekomendowanego zapotrzebowania dziennego. I to naprawdę wystarczy, nadmiar i tak zostanie z organizmu usunięty.

I teraz tak – jeśli spojrzymy na różnego rodzaju wynalazki – czy to w sklepie u Jerzego Z., czy to chociażby w takim Duo Life – zobaczymy jeden kluczowy problem. Tam są witaminy, ale pojedyncze. Zrobione właśnie z myślą o uzupełnianiu braków, ale te braki bardzo szybko zostaną uzupełnione i przepłacanie za to dalej nie ma już żadnego sensu. To tak, jakby ktoś brał codziennie antybiotyk tak o, profilaktycznie. No skrajna głupota.

Co jest w zupełności wystarczające? Ot takie opakowanie witamin i minerałów za 12 PLN.

Wystarcza na dwa miesiące dla jednej dorosłej osoby. Albo na cztery miesiące dla dziecka. A jeśli owo nie chce przyswajać ich w formie tabletki lub ktoś ma fiksację na „o bo to tabletki”, albo „o bo to chemia jest” – to zawsze może skorzystać z trochę droższego, ale też bardziej efektywnego kompleksu witamin w postaci syropu od LR World, który jest wyciśniętym sokiem z ciemnych owoców oraz warzyw.

To, jak już wiemy, że witaminy są spoko. Jak dołożymy do tego jeszcze minerały. I nie przepłacimy za to jakiś absurdalnych kwot. No to mamy już wtedy całkiem sensowne rozwiązanie. Super.

Ale na witaminach sprawa się nie kończy. Bo tutaj, jaśnie oświecony Jerzy Z., proponuje nam wlewy dożylne z witaminy C, jako lekarstwo na raka.

WLEWY DOŻYLNE Z WITAMINY C

No to przejdźmy do tych wlewów dożylnych zatem. I tutaj od razu zaznaczę, że twórca procedury ze wspomnianego we wstępie ośrodka, chciał wprowadzić wspomniane wlewy dożylne właśnie w oparciu o książkę Jerzego Z. Pozostaje się tylko cieszyć ponownie, że do tego nie doszło. Badanie tego tematu doprowadziło mnie to bardzo prostych wniosków na temat tej procedury.

Na początek odróżnijmy dwie rzeczy – mamy pH moczu, które jest zmienne i zależy od poziomu toksyn w organizmie. Mamy też pH krwi, które nasz organizm zawsze stara się utrzymać w okolicach 7,36. Jeżeli spadnie poniżej 6,9, ale też jeżeli wzrośnie powyżej 7,9 – umieramy. Dlatego organizm poświęca wszelkie posiadane zasoby, żeby regulować to pH krwi, jako kluczowe dla funkcjonowania naszego organizmu.

Teraz tak, co robi witamina C? Alkalizuje, czyli podnosi pH. Ale co się dzieje w przypadku podnoszenia pH krwi z pominięciem układu trawiennego? Wówczas pH krwi zaczyna się podnosić bez żadnej możliwości filtrowania dawki przez układy organizmu. Czyli pH w sposób niekontrolowany zaczyna zmierzać w kierunku tego zabójczego pH 7,9 krwi.

Co wtedy robi organizm? Próbuje to wyregulować. Próbuje ściągać to pH zakwaszając organizm. Kończy się tak, jak we wspomnianym w Polsacie przypadku. Kwasica, ogromne obciążenie dla nerek i krytyczny stan pacjenta. Co na to Jerzy Z.? Już wiemy – Jerzy Z. odpowiada „i co z tego”.

Wlewy dożylne z witaminy C mogą być uznane za procedurę ratującą życie w momencie, w którym pH krwi zaczyna się zbliżać niebezpiecznie do dolnej granicy. Ale w każdym innym przypadku dowolne rozwiązanie tego typu powinno być dostarczane przez układ pokarmowy, a nie bezpośrednio do krwi.

Nasz układ pokarmowy ma w tym kontekście jedną fundamentalną rolę – selekcjonuje to, co dostanie się do naszej krwi. To jest nasza podstawowa bariera ochronna i przekraczenie jej, bo ktoś tak napisał w swojej książce – stanowi potencjalne zagrożenie i jest przykładem skrajnego braku odpowiedzialności.

Tutaj naprawdę nie powinno się zabierać do tego rodzaju procedur bez zrozumienia mechanizmów, jakie za tym stoją i kiedy jest sens je stosować, a kiedy stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia pacjenta.

STRUKTURYZATOR WODY I POZOSTAŁE WYNALAZKI

Ok, to kwestię witamin i wlewów dożylnych mamy już z głowy. To teraz słynny strukturyzator wody. Dla mnie sprawa jest oczywista – gdyby faktycznie wpływ tego urządzenia był tak istotny – to moglibyśmy się chyba spodziewać lepszych efektów zdrowotnych u wspomnianego Jerzego Z., prawda?

No jakoś tego nie widać, po jego wydętym brzuchu, okropnej cerze, ani po jego mentalności i podejściu. Popatrzmy zresztą na kilka przykładów z jego oferty.

No więc mamy ten magiczny strukturyzator wody. W rzeczywistości zwykła woda + suplementacja minerałami daje zdecydowanie lepsze efekty. Zresztą w przypadku tego urządzenia trudno mówić o jakimkolwiek efekcie w ogóle. Nie mówiąc już o tym, że kosztuje on grubo ponad 2 tysiące złotych.

Z rozwiązań, o których warto w ogóle wspominać w tym kontekście – na rynku można też czasami znaleźć wodę mineralną o podwyższonym pH. Co w zasadzie w zupełności zastępuje wspomniane cudowne właściwości wspomnianej wody.

Natomiast zalecam ostrożność i traktowanie takiej wody, jako suplementu, a nie wody do regularnego nawadniania. Ma ona tendencję do odkwaszania zawartości żołądka w pierwszej kolejności. A tam potrzebne jest kwaśne środowisko, żeby skutecznie trawić. U mnie kończyło się to bólem głowy i wymiotami.

Kolejna ciekawostka, czyli wyciskarka. Dwie rzeczy. Wyciskarka spoko, jak ktoś lubi przetworzyć owoce i warzywa w coś smacznego. Cudów to nie daje, korzystałem z tego przez wiele miesięcy i mimo tego nadal miałem poważne problemy ze zdrowiem i samopoczuciem. Ale na pewno mogę powiedzieć, że jest smaczne.

Tylko znowu – wyciskarkę można kupić w okolicach 300 pln i to w zupełności wystarczy do domowych zastosowań. Dlaczego nie dziwi mnie to, że u Jerzego Z. tego rodzaju sprzęt kosztuje 2 tysiące złotych…

O magicznych zastosowaniach Nano Srebra i Nano Złota na stronie nawet nie wspomina. Po prostu wrzucił, a nuż się komuś spodoba, że mamy połączenie dwóch ładnie brzmiących słów na święcącym się opakowaniu. No można by tak długo.

Na sam koniec zostawiłem sobie jeszcze jeden produkt z jego sklepu. Absolutny hit! Ale to zostawię na deser na sam koniec tego tekstu. Zapewniam – warto to zobaczyć!

OLEJKI CBD

Witaminy już mamy, strukturyzatory mamy, resztę wynalazków można potraktować jedynie, jako ciekawostki. Z oferty ze sklepu Jerzego Z. zostały nam na koniec już tylko olejki CBD.

To może potraktujmy temat szerzej, bo chodzi po prostu o zastosowanie marihuany w różnych formach. Pogadajmy o marihuanie. Jak działa to zioło? Każdy, kto korzystał z niego w klasycznej formie – wie, że przede wszystkim ogłupia. A coś w tym jest, że ludzie głupsi są szczęśliwsi. Bo mają mniej zmartwień.

W praktyce zatem – mówimy o tym, że marihuana w swoich różnych formach służy zmniejszeniu napięcia w układzie nerwowym. Uspokojeniu ludzi. Zmniejszeniu poziomu ich pobudzenia. Czyli działa to trochę tak, jak kiedy w kablu płynie zbyt mocny prąd, który zaczyna przepalać kable. Marihuana w swoich różnych formach po prostu zmniejsza to napięcie.

Czy to wystarczy, żeby wyleczyć raka na przykład, albo chociaż jakieś mniejsze tematy, jak padaczkę? Zależy. Mówimy o złożonych zjawiskach i o ile zmniejszenie tego napięcia w układzie nerwowym może mieć korzystne efekty, a w formie olejków CBD pomijamy pewne objawy związane z inhalowaniem jej oparów – o tyle nadal jest to jedynie jeden z wielu kroków, które należałoby w takim przypadku podjąć. Po prostu w niektórych przypadkach to drobne wsparcie wystarczy, żeby organizm był w stanie zająć się resztą.

Ale podstawowe pytanie zawsze brzmi, czy warto wydawać kilkaset, czy nawet kilka tysięcy złotych – żeby zapłacić za coś, co da nam może 10% optymalnej terapii?

Zwłaszcza, że ta optymalna terapia w całości będzie tańsza, niż niektóre z tych pojedynczych olejków.

ŻEROWANIE NA POTRZEBUJĄCYCH

Natomiast to, że gość sprzedaje absurdalnie drogie produkty, których efektywność jest żadna lub niewielka – to to znamy już z metod działania koncernów farmaceutycznych. Nic nowego. Możesz tego po prostu nie kupować i problem z głowy.

Znacznie poważniejszy zarzut w kierunku Jerzego Z. polega przede wszystkim na tym, że wykorzystuje cierpienie ludzi, do tego żeby nabijać sobie kieszeń. Mówimy tu o setkach tysięcy złotych, które zostały zarobione tą metodą.

Klasyczna akcja w stylu – bierzemy chore dzieci i naganiamy ludzi, żeby na nie płacili, bo ich rodzin na to nie stać. Ale za co Ci ludzie ze zrzutki płacą? Za zakupy zrobione w sklepie u Jerzego Z.

Ludzie o mocnych nerwach mogą zajrzeć do zakładki “pomogliśmy” na stronie fundacji Jerzego Z. Liczby powalają. Naiwni mogą oczywiście wierzyć w to, że to taka wzniosła idea, a nie jedynie metoda na zwiększanie sprzedaży w sklepie “ukrytych” terapii.

Niby prosty model – jest klient, który ma potrzebę, ale go nie stać – to znajdźmy ludzi, którzy się nad nim ulitują i zapłacą za nich. Osobliwy model biznesowy, znany od bardzo dawna – natomiast moralną ocenę takiej działalności pozostawiam już czytelnikom.

Zwłaszcza, że są tańsze, bardziej kompleksowe i skuteczniejsze metody radzenia sobie z tymi problemami.

Zobacz też: Recepty EMTP™ – czy rak to zawsze wyrok i gdzie jest szansa na ratunek? >>

CZY JEST JAKIEŚ ŚWIATEŁKO W TUNELU?

Czy to oznacza, że cała działalność Jerzego Z. to samo zło i nie ma w niej nic dobrego? Nie. Na pewno dużym plusem było rozpoczęcie dyskusji na temat stanu służby zdrowia oraz skuteczności stosowanych w jej ramach procedur.

Czego nikt mu nie odbiera, ale dalej tym tematem niech zajmą się specjaliści i ludzie przygotowani do tworzenia oraz weryfikowania skutecznych rozwiązań. A przede wszystkim ludzie, którzy biorą odpowiedzialność za to, co robią.

Zostawmy dalsze kroki tym, którzy nie będą mówić „i co z tego”, kiedy ktoś ich zapyta o to, co polecają ludziom. Którzy faktycznie myślą o pomocy dla tych, którzy szukają rozwiązań swoich problemów.

Niech dalsze kroki przejmą ludzie, którzy mają charakter i poczucie odpowiedzialności za to, co robią. I którzy przede wszystkim – rozumieją to, czym się zajmują i potrafią weryfikować swoją wiedzę oraz rozwiązania, aby je optymalizować i udoskonalać.

To, że Jerzy przeczytał kilka tekstów i opracowań, a później opisał w swojej książce te „ukryte” terapie wcale nie oznacza, że te ukryte terapie są skuteczne. Ba, jak już wspominałem – w określonych sytuacjach mogą być całkiem szkodliwe.

CZY ABY NA PEWNO MASZ PODSTAWY, ŻEBY DORADZAĆ?

Dlatego zasada, którą szczerze polecam wszystkim – zarówno ludziom pokroju Jerzego Z., jak i jego gorliwym wyznawcom i naśladowcom. Jeżeli nie posiadasz wiedzy, która umożliwia Tobie przeprowadzenie merytorycznej rozmowy z lekarzem – to znaczy, że to nie jest ten etap, żeby doradzać innym w zakresie zdrowia.

I nie chodzi o to, czy ten lekarz się z Tobą zgodzi, czy nie. Chodzi o to, czy jesteście w stanie w ogóle przeprowadzić merytoryczną rozmowę na ten temat, w oparciu o fakty oraz przyczyny i mechanizmy stojące za poszczególnymi zjawiskami.

Osobiście nie mam żadnego problemu z tym, żeby rozmawiać z lekarzami na temat Procedury Terapeutycznej Medycyny Ewolucyjnej, albo żeby konsultować ją z tymi bardziej ogarniętymi. Tymi, którzy mają już trochę doświadczenia zawodowego i pozbyli się fanatyzmu tak częstego u studentów, którym brakuje jeszcze praktyki i zderzenia się z rzeczywistością.

Na pocieszenie dodam jedynie, że mnie na studiach z dziennikarstwa też opowiadano mnóstwo teorii i wkładano do głowy opowieści o „etyce dziennikarskiej”. Po czym okazało się, że jest to zwykła propaganda, która nie ma żadnego związku z rzeczywistością. A media rządzą się zupełnie innymi zasadami od tych, o których czytaliśmy w podręcznikach pisanych przez teoretyków / propagandystów.

W zasadzie w każdej liczącej się dziedzinie życia zachodzi podobny mechanizm. Najpierw tresuje się ludzi i robi z nich wyznawców – po czym stopniowo uświadamia się ich, co do realiów, kiedy zainwestują zbyt wiele, żeby się wycofać.

Nie powiem – wycofanie się z tradycyjnej ścieżki dziennikarskiej kosztowało mnie bardzo wiele. Oznaczało konieczność totalnego przewartościowania swojego życia i poukładania wszystkiego od nowa.

Mając do tego obciążenia w postaci rodziny i kredytu na mieszkanie do tego wszystkiego? Nie do ogarnięcia. Więc trochę się tym ludziom nie dziwię. Po prostu nie mają w pewnym momencie drogi wyjścia, bez poniesienia ogromnych kosztów takiego odwrotu.

GŁUPOTA GORSZA OD FASZYZMU

Także podsumowując wątek Jerzego Z. O ile dobrze, że zaczął na szerszą skalę dyskusję na temat stanu służby zdrowia oraz metod i efektów jej działalności – problem polega na tym, że nie ma rozsądnych rozwiązań, ani odpowiedzi na te problemy.

Na tym właśnie polega największy problem z tym człowiekiem. Nie ma kompetencji, wiedzy, ani zwyczajnie efektów na swoim własnym przykładzie nawet – aby móc mówić innym, co mają robić ze swoim zdrowiem.

A odsyłanie ludzi do listów jego czytelników w formie „zacząłem brać coś tam, pomogło” jest po prostu traktowaniem ludzi, jak debili. Bo takie wypowiedzi nie mają absolutnie żadnej wartości poznawczej, czy merytorycznej. Bo jednemu to pomoże, u innego nie wywoła żadnej reakcji, a jeszcze u kolejnego zaszkodzi. Nie ma w tym żadnego podłoża, na którym można cokolwiek naukowego skonstruować, bądź zweryfikować jakiekolwiek z tych stwierdzeń.

Więc o ile dyskusja o tym, jaki jest stan faktyczny systemu medycznego była potrzebna – o tyle kontynuować powinny ją osoby, które faktycznie mają jakieś przygotowanie do tego rodzaju rozmowy.

Bo kończy się tak, że ślepy prowadzi głupiego i grupy na Facebooku dosłownie zalewane są w tym momencie serią bezmyślnych, nic nie wnoszących komentarzy od ludzi. Ludzi, którzy coś gdzieś usłyszeli i teraz dla nich pomysłem na poradzenie sobie z pacjentami w stanie teraminalnym – jest na przykład „jedzenie owoców i spokój”. Co nawet w zakresie profilaktycznym jest niewystarczające.

Na tym właśnie polega cały problem z takimi ludźmi, jak Jerzy Z. oraz jego wyznawcami. Pozostaje polecić po prostu znakomity materiał Radka Kotarskiego na temat tego, jak działa mechanizm psychologiczny, który stoi za takimi zachowaniami.

W skrócie problem polega on na tym, że ignoranci przeszacowują swoją wiedzę, po czym resztę uzupełniają swoimi wyobrażeniami (w większości przypdków błędnymi lub nieprecyzyjnymi, przez co nieprzydatnymi w praktyce) – po czym rożnego rodzaju zabiegami retorycznymi próbują ukryć fakt, że mają wyjątkowo mierne i niepraktyczne pojęcie o tym, o czym się wypowiadają.

NA DESER

W tym zakresie Jerzy Z. naprawdę niewiele różni się od tych wszystkich facebookowych ekspertów. A kto mi nie wierzy – niech spojrzy na to, co można znaleźć w jego sklepie. Tak, to jest to, co widzisz. To jest kępka trawy za 105 pln.

Nie żartuję, to jest autentyczny screen z jego strony. I to w zupełności powinno wystarczyć, żeby nie podejmować nawet dyskusji z tym człowiekiem na temat zdrowia, czy też metod terapeutycznych.

Jeżeli naprawdę chcesz zdobyć jakąkolwiek bazę do prowadzenia dyskusji w internecie – a może przede wszystkim do tego, żeby zająć się dobrze swoim zdrowiem – polecam darmowy e-book EvoHeal na temat skutecznej profilaktyki zdrowotnej. Dzięki niemu zdobędziesz najbardziej podstawowe informacje w dziedzinie zdrowia, jakie każda osoba powinna posiadać.

A jednocześnie – mam przynajmniej taką nadzieję – unikniesz mówienia głupot oraz udzielania ludziom nieuzasadnionych, nieprecyzyjnych i niedopasowanych do ich potrzeb porad. Bo w taki sposób można zrobić więcej krzywdy, niż pożytku.

Co działalność Jerzego „i co z tego” Z. pokazuje dobitnie. Dalsze dowody w tej sprawie są zbędne, sprawa jest zamknięta. Czas pójść w dobrym kierunku. W kierunku zdrowia. Czas poukładać na start elementarną wiedzę w dziedzinie zdrowia, zanim będziemy rozmawiać o poważniejszych kwestiach.

Ale, żeby nie było tak ponuro, bo domyślam się, że dla wielu, którzy kupili produkcję naszego ulubionego sprzedawcy – ten tekst łatwy nie był. Dla Was wszystkich na koniec chociaż odrobina śmiechu na otarcie łez. Bo jakoś trzeba przez to przejść i poukładać sobie w głowie.

Dlatego na koniec bardzo celny komediowy monolog Michała Leji na temat pewnego inżyniera mechanika, któremu zamarzyło się zostać gołąbkiem nadziei i dobrej zmiany. Coś nie mamy w tym kraju szczęścia do takich ludzi…